Wpisy oznaczone tagiem 'wieści'

Złe wieści

61Czy byliście kiedyś w takiej, mało sympatycznej sytuacji, gdy musicie komuś przekazać złe wieści? Jest to bardzo niewdzięczna rola. I tutaj duży ukłon w stronę lekarzy, który na co dzień muszą pełnić rolę takich posłańców. Cóż, i tak dobrze, że nie musieli tego robić w średniowieczu, kiedy to posłańca, przynoszącego złe wieści, po prostu skracano o głowę. Z resztą do tej pory traktuje się ich w dość nieprzyjemny sposób. Krąży nieskończona ilość plotek i przesądów dotyczących właśnie takich posłańców. Jedno z wierzeń mówi, że nie należy takiego kogoś wpuszczać do domu, bo wniesie on ze sobą nieszczęście. Natychmiast należy zamknąć drzwi na wszystkie możliwe spusty i najlepiej zacząć udawać, że nas nie ma w domu. Jakieś to nie do końca logiczne, prawda? To, że nie usłyszymy na przykład o podniesieniu ceny wody czy gazu, nie oznacza, że nigdy owej podwyżki nie doświadczymy. Ale ludzie lubią wierzyć w takie bzdury. Mają wtedy wrażenie, że bardziej panują nad tym, co nieuniknione i nieprzewidywalne. Coraz częściej zdarza się, że dzieci są wychowywane przez ulicę, bo rodzice nie mają czasu na zajmowanie się nimi. Wyjaśniają to potem faktem, że dzieci uczą się w ten sposób samodzielności. Otóż nie samodzielności, a samotności. Dzieci ulicy są przekonane, że nikt na świecie nie jest im w stanie pomóc lepiej niż oni sami. Nie liczą się z nikim. Tylko oni istnieją, oni są ważni, nikt inny. Tak dużo przebywają same, że nie potrafią potem współgrać z resztą społeczeństwa. Często popadają wtedy w konflikty z prawem, szukają pociechy w alkoholu i narkotykach. Nie wspominając już, że są bardzo niegrzeczne w stosunku do reszty świata, wulgarne i egoistyczne. Krótko mówiąc, źle wychowane. A przecież wystarczyłoby tak niewiele! Godzina dziennie poświęcona dziecku i tylko jemu wystarczy, aby mogło ono w nas szukać autorytetu, a to prosta droga do sukcesów wychowawczych. Młody człowiek potrzebuje wzorca, na którym mógłby się opierać. Nie ulicy. Dlatego powinniśmy dawać przykład dzieciom tak, aby w przyszłości byli dobrymi, wartościowymi ludźmi. Często księży postrzega się jako zło konieczne. Z nimi jest źle, a bez nich… No w zasadzie kto to wie, jak jest bez nich. A jak księża postrzegają samych siebie? Niedawno byłam świadkiem przedziwnej sceny podczas mszy w kościele. Proboszcz już od kilku lat choruje na serce, a że było bardzo ciepło, biedakowi zrobiło się słabo podczas odprawiania mszy. Natychmiast podbiegłam do niego z koleżanką, a ministrant w tym czasie zaczął czytać jakieś czytanie. Zaprowadziłyśmy księdza szybko na probostwo. Ksiądz wyłożył się wygodnie w fotelu i wysłał wikarego, aby dokończył Ofiarę w kościele. Ten, zanim się przebrał, zdążył skomentować całą sytuację. Spojrzał na nas i powiedział: “Nie dość że ksiądz zły i wredny, to jeszcze będzie wam mdlał na ręce”. Uśmiechnął się, a my nie wiedziałyśmy co z tym zrobić, czy się śmiać, czy płakać. Spodziewałam się, że proboszcz się obrazi, albo przynajmniej odstrzeli teraz szybkie kazanie nam i wikaremu, ale proboszcz tylko ryknął śmiechem “Spokojnie, Jasiu! Tego złego Diabli nie biorą!”.